Podsumowanko noworoczne – część druga!

Panie i panowie! Oto druga część Całkiem Sporego Okołozimowoświątecznego Zestawienia Geekozaura. Zebraliśmy śmietankę polskich fanów i zjadaczy popkultury, żeby zapytać ich o cztery najważniejsze sposoby spędzania wolnego czasu – filmy, książki, muzykę i gry. Materiału mieliśmy tak dużo, że musieliśmy podzielić go na dwie części. W tym odcinku znajdziecie zatem:

Trzy najbardziej świąteczne książki – bo coś trzeba robić w przerwach między odpoczywaniem, jedzeniem i imprezowaniem.
Trzy gry na zimowe ferie – bo kiedy święta się skończą, musimy mieć pod ręką coś, żeby spacyfikować młodzież lub rozerwać się samemu.

Jedziemy z koksem!

zest_ivelNa pierwszy ogień posyłamy najbardziej doświadczonego wędrowca w teamie – Janusz „Ivellios” Kamieński. Założyciel Raportu Obieżyświata – telewizji internetowej dla geeków i fantastów, z którą pojawił się już na dziesiątkach konwentów. Od przeszło dekady maniakalny fan Tolkiena. Zawodowo webdesigner, programista, organizator konferencji technicznych, a nade wszystko nałogowy mlekoholik. Oto trzy najbardziej świąteczne lektury, jakie proponuje Ivellios:

 

Andrzej Sapkowski – Sezon Burz – Wyczekiwane, nowe przygody Wiedźmina. Pozycja nie powala na kolana, ale dla fanów serii na pewno jest czymś wyjątkowym. Ile jednak w tym pasji pisania, a ile kalkulacji związanej z sukcesem Wiedźmina od CDP Red?

J.R.R. Tolkien – Upadek Króla Artura. Jako fan Tolkiena nie mogę pominąć takiej książki. Nie sądziłem, że fragmenty tego pięknego dzieła zostaną oficjalnie wydane. Ale Christopher Tolkien wciąż zaskakuje i postanowił pokazać wersję legendy arturiańskiej ojca. Nawet, jeżeli ta była mocno niekompletna.

Eric Smith – The Geek’s Guide to Dating. Perełka dla tych, którzy postanowili się ustatkować. Autor pokazuje, jak zostać dobrym partnerem lub mężem, a nawet jak zerwać. Wszystko wyjaśnione z użyciem najlepiej znanej nam nomenklatury geeków. Geekozaurze, szukaj swojej Zaurzycy ;)

 zest_simonTuż za nim plasuje się Szymon Żakiewicz, znany również jako Simon Zacke-pisarz, miłośnik fantastyki w każdej postaci, weteran RPGów i planszówek. Stały bywalec konwentów. Zagorzały zwolennik self-publishingu, darmowego dzielenia się swymi pracami, fan nowych technologii, gitary, Firefly i social mediów. Finalista Littera Scripta 2012 i Horyzontów Wyobraźni 2013. O książkach Simon mówi:

 

Tutaj pewnie posypie się na mnie najwięcej gromów za banał i zaniżanie lotów :) Moje TOP 3 świątecznie książki to: Władca Pierścieni , Harry Potter i kamień filozoficzny i Hyperion. Święta dla mnie mają być klimatyczne, bezstresowe, dobrze się kojarzące, wywołujące melancholie – i takie dokładnie są dla mnie owe 3 książki. Nie szukam w Święta żadnych nowości – chce swój fotel, swój klimat i bezpieczeństwo absolutne, komfort świadomości, że książki po które sięgam są moimi ukochanymi, że wywołują emocje tylko na plus, kojarzą się tylko z pozytywnymi wspomnieniami i podobały się tak bardzo, że z pewnością spodobają się znowu. To jak powrót do swojej chatki z wielkiej zamieci – po przejściu progu zatrzaskujesz wszystkie zamki i rygle, rzucasz płaszcz gdzie bądź, wbijasz się w jedyny, ukochany fotel i rozkoszujesz się ciepłem rozpalonego kominka (zupełnie nie zastanawiając się kto go rozpalił, bo przecież mieszkasz sam, na odludziu, bez telefonu, zupełnie sam…

Z domku wiedźmy Aeth (na orbicie) otrzymaliśmy króciótkie zestawienie:

Helen Fielding – Dziennik Bridget Jones – bo Duma i uprzedzenie świąteczna nie jest, więc musi wystarczyć nowoczesna – i świąteczna – wersja pana Darcy’ego.

I, kurczę, gdybym czytała więcej książek, dodałabym pewnie pratchettowskiego Wiedźmikojała – a tak to muszę zgadywać i na dwóch pozycjach poprzestać.

Zwierz Popkulturalny twierdzi, że nie ma w zwyczaju czytania na święta książek nowych, bo jest zdania, że w tym okresie roku człowiek powinien wiedzieć, jak opowiedziana historia się kończy. Tu lista, do czego zwierz w okolicach świąt chętnie wraca.

Lew, Czarownica i Stara Szafa – element świąt niewielki za to świąteczne uczucie, kiedy książkę się czyta – zawsze obecne. Co nieco utrudnia lekturę w środku lata. Przesłanie pasuje, co prawda bardziej do Wielkanocy, ale z drugiej strony pojawia się tu Święty Mikołaj we własnej osobie.

Hobbit – za sprawą ekranizacji wchodzących do kin w grudniu regularnie przeglądany przez zwierza w okolicach świąt. Doskonale do nich pasujący, choć w Śródziemiu raczej Bożego Narodzenia nie ma. Poza tym każda książka, w której jest smok jest dobra na Święta.

Dzieci z Bullerbyn – przeczytane pierwszy raz w okresie świąt (klasa druga podstawówki) stały się dla zwierza książką na stałe z tym okresem zrośniętą. Z czasem dystans emocjonalny do powieści rósł. Do czasu kiedy zwierz nie zdał sobie sprawy, że historia radosnego dzieciństwa rozgrywa się na przełomie lat 30 i 40.

Aneta Jadowska zdradza swoje sekrety – czyta raz kogoś, raz siebie:

Najmocniej ze świętami kojarzy mi się książeczka Alice Taylor – Noc przed bożym narodzeniem – sądzę, że ma to coś wspólnego z tym, że gdy irlandzka autorka przywołuje i odświeża w swojej głowie ducha świąt i tradycje z dzieciństwa, to polski czytelnik czyje się jak w domu.

Nieskromnie dodam 2 świąteczną książkę – Zwycięzca bierze wszystko Jadowskiej (czyli mnie, stąd nieskromność) – gdzie wszyscy czekają na święta i sylwestra, a jak przychodzi co do czego to są zbyt zajęci przygodami w piekle, by zauważyć, że są święta, więc jest to niejako odwróceniem czekania na Godota, bo czekali czekali, ale jak Godot przyszedł, nie miał z kim pogadać, bo nikt już nie czekał.

Nie dziwi nas z kolei, że Nadya wybiera sprawdzoną klasykę:

Charles Dickens – Opowieść Wigilijna – prawdziwie mrożąca krew w żyłach powieść o upiorach i złych starych ludziach. Pozycja obowiązkowa dla łowców duchów łamane przez miłośników świąt Bożego Narodzenia

Terry Pratchett – Wiedźmikołaj – święta przepuszczone przez niesamowity humor Terry’rego Pratchetta, czyli co się dzieje, gdy Śmierć postanawia zastąpić najbardziej popularną świąteczną postać w Świecie Dysku. HO! HO! HO! DRŻYJCIE NĘDZNI ŚMIERTELNICY!

C.S. Lewis – Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa – niekoniecznie w 100% świąteczna, za to z bardzo świątecznym klimatem. Polecam też film z niezapomnianą rolą Mela Gibsona jako szafy.

 

Na tym tle Geekozaur wypada całkiem nieźle. Zerknijcie na listę Puszona:

Na początek najbardziej klasyczna klasyka Opowieść Wigilijna Karola Dickensa. Duch Świąt Bożego Narodzenia, cudowna przemiana skąpca w filantropa, czegóż chcieć więcej.

Jakiś kryminał Agaty Christie. Zawsze czytam w święta. Żeby było ze świętami (choć nie BN) to Wigilia Wszystkich Świętych.

Na koniec zimowo, nie świątecznie: Pan Lodowego Ogrodu. Jarosław Grzędowicz w najwyższej formie. Zwłaszcza w pierwszym tomie.

 

A tak prezentuje się zimowo-wczasowy rozkład lektur lucka:

Kenneth Grahame – O czym szumią wierzby – to książka mojego dzieciństwa, do której uwielbiam wracać. Postać bucowatego Ropuch siedzi na jednym z moich ramion zamiast klasycznego diaboła z widłami.

Umberto Eco – Wahadło Foucaulta – wielka książka o wielkim spisku. Niesamowita lektura, która wyjaśni wszystko, co pozostało tajemnicą na tym świecie. Po niej koniecznie trylogię Oko w piramidzie.

Ryszard Kapuściński – Heban – palące słońce Etiopii, upalne pustkowia Nigerii, gorące mias Cteczka Ghany. Inny świat, o wiele cieplejszy od tego za oknem.

 

Tytułem krótkiego podsumowanka^2 – nostalgia rządzi nami nieodmiennie. Na tyle, że do zestawienia nie trafiła prawie żadna nowość. Wolimy stare, dobre, ciepłe i bezpieczne książki z dzieciństwa. A teraz nie marnujmy czasu, tylko ruszamy z ostatnią częścią naszego zestawienia – Trzy gry na zimowe ferie – bo kiedy święta się skończą, musimy mieć pod ręką coś, żeby spacyfikować młodzież lub rozerwać się samemu.

Rozpoczniemy od zeznań Aeth, która przy grach spędziła połowę swojego życia

 

 

The Last of Us – Jeśli chcecie zagrać w coś, co zmiecie Was emocjonalnie, a przy tym zadowoli gameplayowo, nie szukajcie dalej niż po najnowszą produkcję Naughty Dog. To najbardziej pełna treści gra, w jaką kiedykolwiek grałam. I jest zima. Bardzo ciężka, bardzo brutalna zima.

Uncharted (trylogia) – Jeśli chcecie z kolei zagrać w coś, co obudzi w Was wartkiego, przygodowego ducha, nie sięgajcie dalej niż po przedostatnią produkcję Naughty Dog. Trylogia o Nathanie Drake’u obfituje w pełnię akcji, humoru i czystej, nieskrępowanej zabawy. I też jest zima. Bardzo śnieżna i pełna niespodzianek.

Zimowe podchody – Ubierzcie się w ciepłe kombinezony, załóżcie dobre buty i nie zapomnijcie o ciepłych rękawiczkach, a potem wyjdźcie na śnieg (chociażby pomiędzy blokami na osiedlu) i pograjcie w stare dobre podchody. Ze śnieżkami. Zabawa gwarantowana.

Popkulturalny Zwierz długo ociągał się, tłumacząc, że nie gra. Na szczęście Geekozaur dysponuje różnymi środkami nacisku (najczęściej grawitacyjnej proweniencji), więc odpowiedź dotarła do nas:

 

 

Talizman (Magia i Miecz) –gra, w którą zwierz grał od dzieciństwa i która zawsze prowadziła do lekkiej frustracji wszystkich graczy, którzy błąkali się po planszy niezdolni do zdobycia Korony Władzy. Zwierz pamięta, że w całym jego życiu widział tylko raz jak ktoś wygrał. Była to matka zwierza, która zaraz potem oświadczyła, że ma Koronę Władzy, więc zwierz musi jej zrobić herbatę.

Osadnicy z Catanu – gra dobra, bo ma proste zasady. Oznacza to, że nie ma zwyczajowej kłótni pomiędzy człowiekiem dzierżącym instrukcję a wszystkimi innymi graczami. Do tego gra nabiera dodatkowej wartości, kiedy podejrzliwie podpytujemy wszystkich, po co im te łowce.

Cytadela – ponownie gra prosta. Zaletą jest fakt, że nie posiada planszy w związku z tym nie zajmuje nam strasznie dużo miejsca w mieszkaniu (wtedy, kiedy w nią nie gramy). Gra przyjemna zwłaszcza, jeśli nie gra się z ludźmi, którzy doskonale nas znają i wiedza jaki będzie nasz następny ruch (trauma zwierza, który grał z bratem). Zwierz bardzo poleca.

Cluedo – najpierw tłumaczymy wszystkim niedokładnie zasady. Potem próbujemy grać. Nie wychodzi. Pijemy. Ktoś szuka instrukcji. Popijamy czytając instrukcję. Zaczynamy grać. Idzie średnio, bo znów o czymś zapomnieliśmy. Popijamy jeszcze trochę. Ostatnie podejście do instrukcji. Wszyscy wszystko wiedzą. Szybko wycofujemy się z gry. Pijemy patrząc na rozgrywkę. Doskonała zabawa.

Czas na Anetę Jadowską, która również zarzekała się, że nie gra. Okazuje się, że nawet z daleka od planszówek, erpegów i komputerów są gry i to jakie!

Karciane kuku – tłuczone do bólu, monopol – i moja siostra nawet jako 10 latek zbijająca majątek, gdy mi zostawały stacje kolejowe (prorocze to było wielce, jak dziś patrzę), państwa-miasta i trud wymyślenia miasta na F (Fohsztolm przeszedł ) starocie – bo ja już strasznie dawno nie grałam w gry, co najwyżej w grzybobranie (planszówka dla dzieci 3-7) bo w swym błyskotliwym olśnieniu kupiłam siostrzenicy w prezencie i dlatego musiałam stoczyć jakieś 50 rund dziennie.

Kolej zatem na Nadię – specjalistkę od gier wszelakich:

 

 

Super Meat Boy, Team Meat – oldskulowa platformówka w najlepszym tego słowa znaczeniu – żeby rozruszać szare komórki i palce, skoro i tak plaszczycie tyłki przed komputerem. ;) Plus wzruszająca opowieść o tym, że miłość pokona wszelkie przeszkody – nawet demonicznego Doktora Płoda. Śniegu nie ma, ale jaki fun!

Syberia (trylogia), Microids – obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy tęsknią za śniegiem i kochają platformówki. A że części są trzy (edit: prawie, trzecia wychodzi niebawem), to wystarczy na całe ferie – i jeszcze na małe wagary/L4 po nich. ;)

The Elder Scrolls V: Skyrim, Bethesda Game Studios – polowanie na smoki, śnieżne krainy i nieskrępowane radosne hasanie po krainie Skyrim – czego chcieć więcej? Do tego około 80 godzin rozgrywki, czyli przy dobrych wiatrach tydzień z głowy (choć w wyjątkowych wypadkach wystarczą pewnie i 3 dni).

Prostą i jasną propozycję, która niezwykle przypadła nam do gustu, złożył Ivellios:

 

 

Baldur’s Gate 2 EE. Powrót wielkiego hitu sprzed lat. Po miesiącach zmagań z prawem, nowi wydawcy wypuścili w końcu remake. Starszym graczom sam tytuł powie wszystko. Młodszym pewnie mniej. Grunt, że teraz mamy grę w wyżej rozdzielczości, z wieloma poprawkami i wygodną rozgrywką sieciową. Tylko ta cenaaaarrghhh…

Planszowy Gamedec. Wytestowałem. Zrecenzowałem. Nie przepadam zasadniczo za SF, a już szczególnie wizjami Ziemi w przyszłości. A jednak zarówno mechanika gry, jak i jej klimat urzekły mnie.

Opowieści z Karczmy. Ciężko pisać o produkcie, który swoimi paszczami promował wcześniej Geekozaur. Ale przyznam, że czegoś takiego brakowało mi od dawna. Narzędzie (zupełnie jak kości), którego mogę używać zarówno do luźnej zabawy ze znajomymi, jak i generowania przygód na własne sesje RPG. Osobiście OzK wykorzystuję jako kreatywną rozgrzewkę dla swoich graczy przed sesjami. Świetna sprawa!

Z kolei Simon zaskoczył nas w tej edycji… Prawdziwy dewiant, planuje wychodzić na dwór (albo i nawet na pole!).

Gra nr 1 – Dzielimy się na 2 drużyny – budujemy śnieżne okopy, wały, mury. Przygotowujemy kulki, dużo kulek, mnóstwo kulek. Rozpoczynamy III wojnę światową na kulki. Kto rzuca w rękawiczkach ten ofiara, prawdziwi wojacy rzucają gołymi ręcami, aż im odmarzną i zdrętwieją, i wtedy wkłada się je do buzi, żeby je ogrzać. Jeśli wiesz co to za gra twoje dzieciństwo bywało zajebiste :D

Gra nr 2 – Wymagane narty + przyjaciele – idziemy na dowolne wzgórze, stromiznę, stok – zabieramy ze sobą narty i coś do zjeżdżania na zadzie (u nas prym wiodły reklamówki zamiast tzw. jabłuszek). Budujemy skocznie ze śniegu. Klękamy wszyscy, budujemy ręcami, ubijamy, robimy najazd, utwardzamy. Gdy jest gotowa idziemy pod górkę, przypinamy narty i skaczemy! Kto dalej ten wygrywa (jeżeli skocznia jest duża to „kto w ogóle wyląduje i przeżyje bez urazów wygrywa). Wersja dla prawdziwych hardkorów – kaskaderów (tych z papierami w hollywoodzie) wsiadamy na reklamówkę i jazda na skocznie na zadzie. Tutaj nie ma wygranych, tutaj jest tylko Opatrzność, która MUSI czuwać, bo rozum poszedł na urlop.

Gra nr 3 – Tylko dla chłopaków i to tylko dla chłopaków we własnym gronie prawdziwych przyjaciół. To w zasadzie nie gra, a pewien rytuał, którym czasami zdarzało nam się kończyć wspólne szaleństwa w ferie mojego dzieciństwa. Słońce zachodzi – trzeba wracać do domu – wszyscy są przemarznięci i przemoknięci, czymś jednak trzeba zakończyć – nazwa mówi sama za siebie więc nie będę jej rozwijał ani komentował :) Jaka to gra? :D Kto wysika najlepszy wzorek w śniegu

Geekozaury żyją grami i graniem, więc listy mają odpowiednie. Puszon zawodowo zajmuje się grami bez prądu (RPG, planszowe, karciane), więc takie tytuły przedstawia:

 

 

Wolsung. Świetny steampunkowy RPG, dobry i na zimę i na lato (uwaga, to NIE JEST kryptoreklama, reklamujemy Wolsunga zupełnie jawnie).

Gra o Tron – planszowa. Tak często w niej Nadchodzi zima.

The Nightmare Before Christmas Trading Card Game – nie wiem co to, ale brzmi okrutnie…obiecująco. I jak świątecznie.

Dla odmiany lucek nie planuje odklejać się od komputera:

 

 

Heroes of Might and Magic: Wake of Gods – bo zawsze gram w Hereoes, a najlepsza jest trójka. Z wszystkich dodatków z kolei najlepszy jest radziecki mod Wake of Gods. Czyli creme de la creme de la creme!

Baldur’s Gate II Enhanced Edition – bardzo mnie ciekawi, jak emeryt trzyma się po power-liftingu i czy oldskulowe granie ma jakąkolwiek rację bytu.

World of Tanks – cóż, jak to mówią na siłowni – nie masz masy, nie masz siły, nie masz nic a plecy się same nie zrobią. W święta XP razy pięć i zniżka na czołgi… najlepszy czas na twardy grind.

 

To już koniec naszego zestawienia! Bardzo dziękujemy naszym Przyjaciołom za pomoc i naszym Czytelnikom za uwagę :-) A jeśli macie ochotę – zerknijcie do pierwszej części zestawienia.

A w komentarzach zachęcamy do zostawiania swoich typów do zestawienia! Zima będzie jeszcze trochę trwać…

#0045