Pierniki, Stary Anioł, Kopernik i pejcze, czyli Geekozaurowe wspominki z rajdu na północ (Copernicon 2013 – relacja)

Rzecz niebywała, po trzech dniach deszczu, łażenia w deszczu, stania w deszczu i deszczu, który zaskoczył nas w Toruniu, Geekozaur, w obu swych osobach wpadł na inteligentny pomysł rozchorowania się. Całkiem sprytnie, zważywszy że ten manewr pozwolił nam przez ostatnie dwa tygodnie nie wychodzić z domu, nic nie robić, leżeć i domagać się od rodziny (Puszon) oraz losu (lucek) wszelkich przysług, w tym herbatki z cytrynką, ciasteczek i pilota do telewizora. Ale warto było, o rany, jak bardzo warto było złapać to przeklęte choróbsko w pięknym mieście Toruniu.

Toruń jako miejsce konwentów znamy i cenimy – odbywające się na terenie pruskiego fortu Zahcony odwiedzaliśmy na początku tego wieku chętnie i namiętnie. No ale Zahcony się skończyły i stolica pierników nie widziała nas (przynajmniej konwentowo) przez niemal dekadę.

lucek spogląda zdegustowany na współtowarzyszy podróży

lucek spogląda zdegustowany na współtowarzyszy podróży

Ale ktoś, a konkretnie stowarzyszenie Thorn, postanowiło wyciągnąć Geekozaura z jego krakowskiego leża, i zaprosiło nas na festiwal gier i fantastyki Copernicon 2013, zapewniając różne miłe udogodnienia. Geekozaur bardzo lubi takie zaproszenia, dlatego o w piątkowy ranek (jaki ranek -środek nocy!) – o piątej rano zapakowaliśmy się do Polskiego Busa i popłynęliśmy w długi rejs na północne rubieże. Pod wpływem niezwykłej aury, jaką roztacza wokół siebie nasz ekstraordynaryjny duet oraz dzięki rozlicznym działaniom naszych rzutkich towarzyszy – Grzegorza „Lindala” Laskowskiego i Jacka „Darkena” Gołębiowskiego, autobus szybko przemienił się w Kuźniobusa wersja 2.0, a zmieszani pasażerowie przesiadali się jak najdalej od nas. Mieliśmy dzięki temu odpowiedni lebensraum dla naszego ego.

Tyle wygrać!

Być fejmusem, być fejmusem,                             podróżować polskim busem.

Być fejmusem, być fejmusem, podróżować polskim busem.

Copernicon zaskoczył nas na samym starcie – brakiem kolejek. No dobra lucek, trochę postał w imieniu naszej czwórki, ale była to chwila, moment. W porównaniu z przeżyciami, niektórych z odbywającego się dwa tygodnie wcześniej Polconu, to pikuś. O Polconie napiszemy zresztą jutro. Na akredytacji przywitał nas człowiek-akredytacja czyli Werbat więc poczuliśmy się jak w mieście Poznań. Tak więc kolejki nie było. I dobrze, bo po południu zaczął padać deszcz. Ale to zupełnie inna historia. A my, zaakredytowani o czternastej, niezmoczeni i eleganccy, rozłożyliśmy stoisko, obwąchaliśmy obiekt i udaliśmy się do miejsca tymczasowego zakwaterowania. I tu muszę obiektywnie przyznać – Toruń to dość ładne miasto. Nie powala na kolana architekturą, ale fajnie się spaceruje jego wąskimi, średniowiecznymi uliczkami. Szczególnie, kiedy wszystkie atrakcje – budynki festiwalu, hotel, masa restauracji i knajp – znajdują się w zasięgu rzutu beretem ze sztywnym rondem. To naprawdę duży plus dla imprezy, zważywszy na to, że życie konwentowe i międzypokoleniowa integracja odbywają się głównie wieczorami, w tzw. kuluarach.

W ramach zwiedzania owych kuluarów trafiliśmy m.in. do browaru Jan Olbracht, gdzie robią pyszne piernikowe piwo, a na spróbowanie można tam zamówić w miłych, małych kufelkach wszystkie smaki tam ważone.

DSCN1569

Puszon zauroczony piwem piernikowym

Później już raczyliśmy się mniej smacznym piwem, ale za to w szerszym gronie znajomych w Starym Aniele, gdzie były tańce, pogawędki i swawole. Oraz niezwykła kara większa dla Darkena. Oraz pewne plecy. Oraz przyjaźń Geekozaurowo-drugoErowa.

Ale wróćmy do meritum. I ponarzekajmy trochę. Bo jesteśmy Geekozaurem i możemy.

Czasy się zmieniają i my się w nich zmieniamy, jak mawiali starożytni Rzymianie. Niestety, pewne rzeczy pozostają takie same. Copernicon, planowany na 1700 – 2000 uczestników, dobił raptem do 1 300. Czy to dużo, czy mało – nieistotne. Co jest ważne, to to, że było na nim ponad trzydzieści pieprzonych nitek programowych jednocześnie! (licząc wszelkie larpy, turnieje i inne)! 1300 osób na konwencie z czego dwieście to obsługa, organizatorzy i pseudo-ochrona, a drugie dwieście to goście, programiści, wystawcy, media i sponsorzy. Do tego połowa akurat się szwenda po mieście, coś je, idzie na piwko, gada ze znajomymi, ogląda pokaz sztucznych ogni, albo moknie na deszczu. Reszta, załóżmy, idzie na prelekcje – po piętnaście osób na jedną. To absurdalne. Różnorodność programu wcale nie czyni go lepszym! Mam nadzieję, że dotrze to do organizatorów (w końcu) i wreszcie zaczniemy mieć jakość w miejsce ilości.

DSCN1559Nasze prelekcje cieszyły się zdecydowanie ponad-statystyczną frekwencją (nawet te, które odbywały się o dziwnych porach typu 10.00 rano) i zostały entuzjastycznie przyjęte. Naprawdę bardzo nam było miło usłyszeć od was – na spotkaniach – i poza nimi różne miłe słowa, a często nawet zobaczyć gesty zachwytu :)

Ku naszemu zdziwieniu, na sali zawsze udawało się znaleźć kogoś, kto jeszcze nie zna i nie czyta Geekozaura. Kwitowaliśmy ten straszny fakt oburzeniem i niedowierzaniem, po czym na fejsbuniu pojawiały się nowe lajki. To urocze i za to kochamy naszą publiczność. Szczególnie kochamy tą część publiczności, która podążała za nami przez kolejne godziny, dni i sale. Szczególne podrowienia dla Baranka (autora słynnego w sieci Punka Tadeusza), który tak się zainteresował Wolsungiem, że zaraz po konwencie popełnił stusłówek w  realiach naszego RPGa.

DSCN1578

Po co zrobić zdjęcie pełnej sali publiczności, gdy można się zagapić i cyknąć fotkę gdy już połowa osób wyjdzie po skończonej prelekcji.

Prelegowaliśmy na różne tematy – tradycyjnie już opowiadaliśmy o Wolsungu (dla początkujących i zaawansowanych), gromadząc pod sam koniec konwentu pełną salę RPGowców oraz o serialach, która z każdą kolejną edycją staje się ciekawsza, nieco bardziej wulgarna i emocjonująca (padł na niej rekord – 7 nowych lajków dla Geekozaura).

Na Geekozaurowym podręczniku dobrego konwentowania dla początkujących i nie tylko mieliśmy sporo osób naprawdę początkujących (w tym dwoje młodej młodzieży z rodzicami), więc dzieliliśmy się swymi doświadczeniami z kilkunastu lat jeżdżenia po konwentach (pamiętajcie o zabraniu śpiwora, materaca i przyborów toaletowych… Czy wspominaliśmy już, że na konwentach należy się myć). Polemizowaliśmy z publicznością na Rankingu 30 Łotrów Popkultury i oddawaliśmy się nostalgicznym wspomnieniom za pięknymi latami 80-tymi – z korkowcami, Atari, Indianami i Tomkiem Wilmowskim na czele.

Ponadto zrobiliśmy dwa konkursy – Omnibus Geekozaurowy, uzupełniony o kolejne dziesiątki pytań z różnych dziwnych kategorii zagości już w naszej konwentowej ofercie na długo. Bo lubimy zadawać proste pytania i złośliwie uśmiechać się kiedy nie znacie  odpowiedzi. Konkurs z zupełnie innej beczki był konkursem odwróconym – to publiczność zadawała nam pytania, usiłując zagiąć z Monty Pythona. Za bardzo pozwoliliśmy na pytania o filmy zamiast o skecze, więc nie raz nas zagięto. Modrzew.

Na cudze prelekcje zwyczajnie nie mieliśmy czasu – dziesięć godzin własnego programu i stoisko z grami robią swoje.

DSCN1574

Na szczęście udało nam się wykroić z harmonogramu parę godzin na spotkania towarzyskie i nadrobienie zaległości – także tych kalorycznych. Pech chciał, że tuż (i kiedy piszemy tuż mamy nam myśli 50 metrów) przy terenie festiwalu, znajdowała się grecka restauracja all you can eat. Dwie dychy za tyle (jadalnego) greckiego żarcia, ile tylko chcesz. Geekozaur szczerze wierzy, że jego wizyta jakimś cudem nie doprowadzi tego miłego miejsca do bankructwa, aczkolwiek już drugiego dnia asortyment był jakby mniejszy, a radość na twarzach obsługi trochę przygasła.

wychowankowie lucka z obozów RPG

wychowankowie lucka z obozów RPG

Podsumowując – festiwal (pozdro Diabeł) bardzo się Geekozaurowi spodobał. Należy się spodziewać, że na kolejne edycje również damy się zaprosić (a jak nie, to sami się zaprosimy). Gotyckie mury toruńskiego Hogwartsu nas urzekły, podobał nam się brak kolejek i szybka akredytacja. Pasował nam program, z kilkoma gośćmi spotkaliśmy się w kuluarach. Świetna lokalizacja, szerokie grono starych znajomych i jeszcze szersze znajomych nowych – nic dodać, nic ująć. Geekozaur poleca i daje swój znaczek jakości!

I na koniec raz jeszcze zachwyt nad dobrym piwem (i gorące podziękowania dla Taliba, który tam nas sprowadził).

DSCN1567

PS. Pozdrawiamy wszystkich, których spotkaliśmy. Nie wymieniamy, bośmy starzy i moglibyśmy kogoś niesłusznie pominąć.

#0028

Geekozaury
Geekozaur – intertekstualny blog Puszona i lucka o filmach, serialach, komiksach, książkach, fanach, konwentach, muzyce, jedzeniu i innych hobby w krytycznym sosie postmodernistycznej nerdozy.
Obserwuj nas na Facebooku!
Maciej ‚lucek’ Sabat i Michał ‚Puszon’ Stachyra