Moje z Wiedźminem przypadki czyli wciąż nie przeczytałem Sezonu burz.

Puszon: To dość ciekawy zbieg okoliczności, że w dniu, w którym ogłosiliśmy, że wydamy Opowieści z Karczmy (grę, której Geekozaury są producentami) poinformowano o tym, że pojawi się – po wielu, wielu latach – nowa książka Sapkowskiego: Sezon burzy.

Kupiłem ją sobie na gwiazdkę. I mam zamiar przeczytać. Chyba. Raczej. W sumie nie jestem pewien, bo czytałem przejrzałem sporo opinii na jego temat. Nie najlepszych, mówiąc eufemistycznie. Więc trochę się boję. Bo przecież Wiedźmin był jedną z tych rzeczy, która przyciągnęła mnie do fantastyki, fandomu. I sporo namieszała w moim życiu.

Albowiem z Wiedźminem i jego autorem moje drogi przecinały się już kilka razy.banerek

Cofnijmy się w czasie do połowy lat 90-tych.

Wiedzmin1990Właśnie zacząłem grać w RPG (Warhammer FTW!), a że byłem nałogowym czytaczem postanowiłem szybko zaliczyć całe to fantasy, w którym moje erpegi mają miejsce. Fantastykę czytałem co prawda sporo wcześniej (często nie wiedząc, że jest ona fantastyką) ale jeśli chodzi o fantasy to znałem Tolkiena i nieco Howarda. Na szczęście po przeczytaniu opowieści ze świata Warhammera, Smoczej Lancy czy kilku kolejnych Conanów, bardzo szybko trafiłem na genialne i rewelacyjne opowiadania o Wiedźminie. Nie zraziła mnie nawet ta niezwykle szkaradna -> okładka. Szybko zresztą dokupiłem całą resztę (już w edycji SuperNowej) i na bieżąco kupowałem ukazujące się wówczas kolejne tomy sagi.

wiOY

Ale to głównie opowiadania, świetna zabawa formą, niezwykłe pomysły na bawienie się znanymi baśniowymi motywami, a także (a może przede wszystkim) dialogi sprawiły, że uznałem (jak wielu innych podówczas) Andrzeja Sapkowskiego za ASa i niekorowanego króla polskiej fantastyki.

A w międzyczasie pojawiło się jeszcze Oko Yrrhedesa – prosty system RPG dla początkujących napisany przez Sapkowskiego. Relikt polskiego drapieżnego kapitalizmu – książka wyglądała niemalże jak kolejna powieść Sapka z superNOWEj – ale bynajmniej powieścią nie była i wyszła w trochę innym wydawnictwie. Niemniej jednak, Oko było dla wielu pierwszym epregiem – było też grą, którą jako pierwszą prowadziłem w charakterze MG. Całe jedne wakacje graliśmy na zmianę w KC (u kumpla) i w OY (u mnie). Tak było, szczera prawda, kiedyś zdarzało mi się prowadzić RPG! I to nieprawda, że dach przeciekał, zwłaszcza, że prawie nie padało

wiedzmin2

Tak. To Puszon i Andrzej Sapkowski 13 lat temu.

Pod koniec lat 90-tych przeprowadziłem z ASem wywiad dla fanzinu GGFF o pretensjonalnej nazwie Quenta. Takiego papierowego. Był to sukces, bo Andrzej był wówczas u (pierwszego) szczytu popularności i niechętnie udzielał wywiadów nawet wysokonakładowym pismom. A tu takiemu Puszonowi odpowiedział na garść (sztampowych) pytań. A kiedy jeszcze na Euroconie w Gdynii poznałem Andrzeja osobiście, zrobiłem z nim zdjęcie, przeszedłem na „Ty” i zaprosiłem go na Imladris IV to naprawdę byłem w siódmym niebie.

wiGeraltW międzyczasie oczywiście zapoznałem się wiedźminowymi komiksami, rysowanymi tak bardzo w stylistyce serii Bogowie z kosmosu (czyli Według Ericha von Dänikena) przez Bogusława Polcha. Głównym ich plusem był tom Zdrada, o młodości Geralta.

Później oczywiście był film, na który oczekiwaliśmy z takim napięciem i który okazał się być nadzwyczajną kupą.

Na szczęście był jeszcze serial, który w przeciwieństwie do filmu miał elementy fabuły. I to takiej od Sapkowskiego, a nie wymyślonej na sraczu przez pijanego producenta. Do tego był tam jeszcze świetny w swej roli Żebrowski, sporo fajnych postaci tła i kilku znajomych jako statystów. Summa summarum serial, mimo gumowego smoka i bobra premierówny kilku podobnych wybryków jak na tamten czas bronił się. (lucek: broni się nadal – jest jednym z najczęściej pobieranych seriali fantasy w USA. Przy Xenie czy Herkulesie Wiesiek z Żebrowskim naprawdę fajnie się ogląda…)

wiBwilkNieco później chyba w 2002(?) wraz z Michałem Rokitą i Tomaszem Z. Majkowskim napisaliśmy wspólnie fragment dodatku o Novigradzie do systemu RPG Wiedźmin: gra wyobraźni (dokładnie do Białego Wilka 2) traktujący o giełdzie w tym kupieckim mieście. „Bo ty Puszon ekonomię studiujesz to się na tym znasz”. Znałem się. A Majkosz umiał (wciąż umie) bardzo dobrze pisać. I napisaliśmy naprawdę niezły merytorycznie i erpegowo materiał.

Swoją drogą to do czasów Wolsunga  był to mój jedyny tekst stricte RPGowy – bo choć byłem np. stałym współpracownikiem Magii i Miecza to pisałem tam głównie recenzje, relacje z konwentów, niusy i trochę Krainę Goblinów.

wiedzminPotem nastąpił rok 2007. CD Projekt robił pierwszą grę komputerową, a my jako Kuźnia Gier stworzyliśmy Wiedźmina: Przygodową Grę Karcianą (absolutny bestseller w Empiku). Oraz do wersji kolekcjonerskiej gry komputerowej minigierkę Wiedźmin: Gra promocyjna. Był to wielki boost dla wydawnictwa i moment kiedy z firmy „pracujemy na pełen etat i po godzinach bawimy się w gry” przeistoczyliśmy się w firmę, w której zaczęliśmy najpierw sami zarabiać na życie, a z czasem i zatrudniać różnych takich.
Obie gry tworzyliśmy w czteroosobowym teamie designerskim: Magdalena Madej-Reputakowska, repek (Maciej Reputakowski), Sqva (Maciej Zasowski) oraz wasz ulubiony Puszon.

Przyznam, że kreatywne spotkania nad Wiedźminem, a potem pierwsze wewnętrzne testy gry były jednym z najprzyjemniejszych chwil nad designem gier jakie spędziłem w swej historii. Kręcił nas temat, jarało to, że widzimy grafiki z gry czy znamy kawałki scenariusza wcześniej niż inni i to dodatkowo motywowało nas do pracy. Spotkania były kreatywne, burzliwe i zazwyczaj bardzo zabawne (czasem nie wiem jak Magda z nami wytrzymywała).
Dzięki tworzeniu gry karcianej mieliśmy też możność pograć sobie w (kawałki) Wiedźmina sporo przed premierą. Oczywiście musieliśmy wcześniej podpisać gruuuubą umowę o poufności, w której z pewnością było coś o oddawaniu nerki :)

Potem jeszcze Wiedźmin: PGK ukazał się w wersji hiszpańsko- i anglojęzycznej.

wiedzmin3O ile te 7 lat wcześniej cieszyłem się z możliwości poznania osobiście Andrzeja, to teraz z dumą mogłem mu wręczyć swoją grę na podstawie jego książek. (A formalnie na podstawie gry). Co też,jak widać na zdjęciu obok, uczyniłem (lubię tą fotkę – Witek Jabłoński jako bohater drugiego planu jest bezbłędny).

A gdy tylko ukazała się gra komputerowa to po raz pierwszy od dłuższego czasu zatraciłem się w graniu na dłuuuugie godziny. Przeszedłem ją 2 i pół raza aby zobaczyć wszystkie zakończenia. I ponapawać się świetną fabułą i rewelacyjnymi dialogami, za których stworzenie odpowiadali moi bliżsi lub dalsi znajomi: Jacek Brzeziński, Michał Madej, Artur Ganszyniec czy Marcin Blacha. I jeszcze kilku innych. Och pod jakim wrażeniem tej gry byłem. Ale w dwójkę już nie zagrałem. Mój ówczesny komp jej nie pociągnął. Trójka chyba też poczeka, aż Zosia podrośnie i będzie poznawać klasykę…

wiedzsesPrzez te lata wielokrotnie przypominałem sobie zarówno opowiadania i sagę. Zawsze rozkoszując się dialogami, bawiąc fabułą, pomysłami i językiem. Zawsze też utyskując, po jaką cholerę Sapkowski pisze o jakichś durnych husytach (pierwszy tom jeszcze mi się w miarę podobał, drugiemu nie podołałem). Mógłby przecież trzepać kolejne opowiadania i powieści z wiedźminowego świata. I zarabiać kasiorę. No ale nie robił tego. W każdym razie wtedy kiedy na to czekałem.

A tu nagle po latach pojawił się Sezon Burz. Z dziwną okładką. Nagle i niespodziewanie. Bez wielkiej machiny promocyjnej. Z niezbyt przychylnymi recenzjami, o ile zdołałem się zorientować. Czy to już nie ten sam Sapkowski co 20 lat temu?

Czytać czy nie czytać, oto jest pytanie…

No dobra.  I tak przeczytam, żeby mieć własne zdanie. Ale powiedzcie, co sądzicie?
#0042