Muzyczne interpretacje Tolkiena

Dzisiaj Geekozaur chciałby wykazać się tym, że nie tylko czyta, ogląda i spożywa, ale również słucha. Nie to, że innych – w swej genialności i samozachwycie Geekozaur rzadko zważa na innych – słucha muzyki. Różnej. Dziwnej. I każda jego połowa innej. O ile w filmach, książkach, serialach czy komiksach zbiory wspólnych zainteresowań, oczarowań czy miłości (a także nienawiści) są naprawdę spore, to w przypadku muzyki bardzo nam trudno znaleźć wspólny mianownik. Mocno rozbieżne gusty mamy także odnośnie kobiet, które kochamy, kochaliśmy lub moglibyśmy pokochać. Nie wiemy czy należy łączyć te dwa fakty.

Na początek wybieramy temat bardzo szeroki jakim są muzyczne interpretacje tekstów Mistrza z Oxfordu. Zupełnie przypadkiem zbiegło się to z premierą trailera do drugiej części filmowego Hobbita. A skoro już jesteśmy przy ekranizacji prozy Tolkiena to na początek nie sposób nie wspomnieć o genialnej ścieżce dźwiękowej trylogii filmowej z dużą wirtuozerią i pomysłowością stworzonej przez kanadyjskiego  kompozytora Howarda Shorea.

Wszyscy ją słyszeliśmy (jakby ktoś zapomniał to niech klika), wszyscy (?) ją lubimy, nie wszyscy pamiętamy, że przyniosła kompozytorowi zasłużone trzy Oskary (najlepsza muzyka za Drużynę Pierścienia i Powrót Króla, najlepsza piosenka oryginalna za Into the West, w wykonaniu Annie Lennox, z Powrotu Króla), tyleż Złotych Globów i dwie Grammy. Poza stwierdzeniem, że Geekozaur jest pod dużym wrażeniem ciekawych pomysłów na aranżacje oraz ogólnym uwielbieniem dla Shorea jako jednego z trzech gigantów muzyki filmowej (obok Johna Williamsa i Hansa Zimmera) nie będziemy już tego tematu eksploatować, bo … moglibyśmy napisać o tym osobny tekst.

Dragul

Dragul z Malty

Wróćmy jednak do tematu zasadniczego czyli muzyki niekoniecznie ilustracyjnej. Gdy przeszło dwa tygodnie temu udało się nam w końcu spotkać (nie jest to łatwe, bo a to jeden jest chory, a to drugi zajęty, a to jakieś dziecko się któremuś przytrafiło) i zrobiliśmy plan wpisów na najbliższych kilka tygodni, to stwierdziliśmy, że przy naszych różnicach tylko w jeden możliwy – i mamy nadzieję, że ciekawy dla czytelnika – sposób możemy napisać o muzyce.

Niniejszym otwieramy cykl artykułów o muzycznych interpretacjach. Oprócz niewątpliwej przyjemności jaką jest czytanie naszych tekstów damy wam możliwość posłuchania różnych (czasem nawet fajnych) utworów.

Dziś chcielibyśmy zająć się mniej lub bardziej znanymi zespołami, które w swej twórczości odwołują się do dzieł Tolkiena. Odniesień znamy i znaleźliśmy sporo, na pewno jednak całkowicie tematu nie wyczerpiemy… zresztą zepsulibyśmy wam przyjemność gdybyście nie mogli napisać w komentarzu „gUpi Geekozaur nie wspomniał o [tu wstaw włoską lub skandynawską kapelę metalową]”.

Lugburz

Lugburz

Nawiązania do Tolkiena są najczęściej powierzchowne – często dotyczą nazwy zespołu, albumu, czy piosenki (na zasadzie „O jaka fajna nazwa, użyjmy jej”), czasem jednak znajdujemy całe płyty inspirowane historiami rodem ze Śródziemia. I nie wiedzieć czemu większość zespołów, o których napiszemy, tworzy muzykę będącą jakąś wariacją na temat metalu. Zależność jest tak mocna, że można nawet pokusić się o stwierdzenie – im głębsza nisza, tym większy kult dla Tolkiena i głębsze wejście w jego światy. Prawdziwi followerzy potrafią nawet śpiewać w quenya, sindarinie, a nawet w Czarnej Mowie orków Mordoru.

Gandalf (ten z USA)

Gandalf (ten z USA)

Nazwę Gandalf dla swojego zespołu umyślili sobie jednak oprócz Skandynawów (a konkretnie grupy Finów z Helsinek grających takie deathowe kawałki) również Amerykanie, grający w latach 60-tych ostro psychodeliczne numery. Nagrali dwa albumy zatytułowane oryginalnie Gandalf i Gandalf 2. Dodajmy do tego, że taki sam pseudonim artystyczny przybrał Heinz Strobl – austriacki muzyk multiinstrumentalistamający na koncie przeszło 25 albumów, w tym jeden nagrany z Galadriel… Był jeszcze heavymetalowy Gandalf z Hiszpanii, z całym jednym demem, o którym wspominamy z kronikarskiego obowiązku. Przy okazji – znamy dwanaście różnych Mordorów, dziesiątkę Morgothów, aż czternaście Nazguli w różnych formach, sześć Isengardów i tylko czterech Aragornów. I od razu mówimy – nie kłopoczcie się szukaniem żadnego z nich, bo większość to projekty niszowe, amatorskie, od dawna nie grające lub po prostu słabe. Naprawdę nie googlajcie za nimi, szkoda waszego czasu, lepiej przeczytajcie nasze starsze wpisy.

Szerszym masom słuchaczy znany jest z pewnością niemiecki zespół  Lucifer’s Heritage… no dobra znany on jest pod swoją późniejszą, nieco mniej efektowną nazwą Blind Guardian. W 1998 roku wydali oni płytę w całości inspirowaną lekturą Silmarilionu czyli Nightfall in Middle-Earth. Oprócz piosnek znaleźć tam można recytowane kawałki tekstu wprost z tej najnudniejszej książki Tolkiena. To porządne, staroszkolne granie w powermetalowym stylu, które od prawie trzydziestu lat definiuje gatunek. Nightfall jest ostatnią czysto tolkienowską płytą składu, kolejne albumy nie skupiają się już na opiewaniu historii Śródziemia i mężnych czynów jego mieszkańców, lecz na szerszym kontekście baśniowego fantasy. Nie znaczy to, że są chociaż w części gorsze – ciągle jest w nich moc i epicki ładunek muzycznych doznań.

Blind Guardian

Do światów Tolkiena nadzwyczaj często wędruje austriacki Summoning. Na siedem płyt tylko połowa jednej nie dotyczy Śródziemia. To bardzo dziwna formacja muzyczna – nigdy nie gra koncertów, składa się zasadniczo z dwóch muzyków – Michaela Gregora, działającego pod pseudonimem Silenius oraz Richarda Lederera, znanego jako Protector.

Summoning

Summoning

Obaj panowie zamieszani są jeszcze w miliard innych projektów (Amestigon, Cromm, Kreuzwego Ost, Mirkwood, Shadow Vale, Abigor, Die Verbanten Kinder Evas, Pazuzu, Ice Ages, Sanguis et Cinis, Whispers in Shadow, Weltenbrand, Grabesmond, Malignom, Darbuka) i pewnie dlatego od 1993 roku udało im się nagrać tylko siedem krążków. Ale jakich. Każdy album Summoninga jest objawieniem. Każdy jest inny od poprzednich – a jednocześnie żaden nie pozostawia słuchaczom cienia wątpliwości, że obcują z Summoning. Trejdmarkiem tej muzyki jest niesamowita atmosfera, którą udaje się uzyskać monumentalnymi, epickimi dźwiękami, połączonymi z blackowymi aranżacjami.

Silenius i Protector

Silenius i Protector

Z tego obłędnego zalewu genialności udało nam się wybrać trzy numery, które szczególnie mocno działają na wrażliwość Geekozaura. Po pierwsze – z drugiego albumu (czyli z Minas Morgul – twierdzy Saurona, zwanej Wieżą Złych Czarów, położonej na zewnętrznym grzbiecie Ephel Dúath w Ithilien) – utwór Dagor Bragollach. Od osiemnastu lat lucek niezmiennie uwielbia ten kawałek i już prawdopodobnie nic tego nie zmieni.  Druga propozycja nosi tytuł Angbands Schmieden, opowiada o kuźniach Angbandu, siedziby Morgotha, wzniesionej po zniszczeniu Latarni Valarów jako twierdza chroniąca Udûn. Pochodzi z płyty Dol Guldur (tak nazywała się pierwsza twierdza Saurona, Wzgórze Czarnej Magii, położone na na wzgórzu Amon Lanc, w południowo-zachodniej części Mrocznej Puszczy). I na koniec niesamowity utwór Mirdautas Vras w całości nagrany w Czarnej Mowie orków Mordoru (pochodzi z płyty Oathbound).

Ale żeby nie było tak wciąż o metalu, to pora na coś folkowego – kolejny niemieckojęzyczny zespół Lyriel, w swym debiutanckim albumie nagrał utwór w nieco milszym niż orkowy języku – Lind e-Huil w całości zaśpiewany jest w języku elfów – sindarin.

Z zupełnie innej beczki jest utwór The Ballad of Bilbo Baggins skomponowany przez C.R. Greana i brawurowo wykonany przez Mr. Spocka czyli Leonarda Nimoya! W tej, z pewnością, niesamowitej piosence, największy idol Sheldona C. streszcza losy Hobbita. Jeżeli ktoś jeszcze tego nie słyszał – koniecznie trzeba to naprawić.

Misty Mountain Hop

Misty Mountain Hop

Do tolkienowskich Gór Mglistych udawał się (po spaleniu marihuany) sam Led Zeppelin w piosence Misty Mountain Hop. Zeppelini wędrowali zresztą po światach Tolkiena również w innych utworach (np. The Battle of Evermore).

Middle Earth to z kolei album nagrany przez brytyjskiego rockmana Boba Cateley’a (znanego również z zespołu Magnum). Pierwotnie płyta ta miała nazywać się pierwotnie Lord ot the Rings, ale Bob przestraszył się prawników New Line Cinema.

Zapewne wiecie, że nazwa norweskiego zespołu Burzum również pochodzi z języków Tolkiena – konkretnie z Czarnej Mowy – i oznacza Ciemność.To dobra nazwa dla zespołu, którego lider Varg Vikernes (ksywa: Count Grishnack – o! i znów mamy Tolkiena) przesiedział 16 lat za zamordowanie Euronymusa, frontmana legendarnej blackmetalowej hordy Mayhem.

BilboszewiczNa koniec wracamy w rejony cięższego, gitarowego grania – ale tym razem pokażemy wam coś prawdziwie hipsterskiego geekowskiego. Pamiętacie radzieckiego Hobbita? Jak się okazuje, historia Śródziemia jest całkiem popularna u w Rosji (czego dowodem są również książki takie jak Ostatni władca pierścieni Kiryła Jeśkowa), a rysunki wykonane do wydania z 1973 roku przebijają wszystko, co na płaszczyźnie lokalizowania produktu próbował zrobić tłumacz Łoziński (Bilbo Bagosz z Dnoworka).

Epidemia

Epidemia

Nic więc dziwnego, że skoro nasi ukochani sąsiedzi z zachodu wymyślili sobie Blind Guardiana, to nasi ukochani sąsiedzi ze wschodu też coś przygotowali. Rosyjska potęga nazywa się Эпидемия (Epidemia) i ma na koncie sześć długogrających albumów, kilka dem i kompilacji. Prezentują całkiem udany power metal, o czym można przekonać się, słuchając na przykład płyty Эльфийская рукопись czyli Elficki Rękopis. Jak widać, Rosjanie nie gęsi i swój język mają. Pozostałe płyty są w miarę podobne, trzymają niezły poziom. I tu też widać zmęczenie materiału – nasycenie Tolkienem maleje z płyty na płytę.

A Polacy? Są i Polacy – krakowski skład Witchking, który w grudniu 2012 roku zakończył działanie. Ma jednak na koncie dwie heavymetalowe płyty nafaszerowane tolkienowskimi odniesieniami. Można posłuchać.

Macie swoje typy, których zabrakło na naszej liście? My tak. Lista – choćby indonezyjskiej Śmierci Froda, blackowych projekty: Draugûl z Malty, oraz Minhyriath ze Szwajcarii, a także sąsiadów z południa, melodic dark doom gothic metal Galadriela! I dwadzieścia siedem kolejnych perełek, grających Tolkiena…

#0015