Brytyjskie seriale są Utopią

Jeśli przypadkiem wpadnie wam w ręce niezwykle niepokojący komiks wydany w bardzo, bardzo limitowanym nakładzie, nie szukajcie w Internecie żadnych stron, które próbują wyjaśnić jego zagadkę. Być może uda wam się wtedy nie spotkać Rodzynkowego Chłopca i nie usłyszycie pytania: Gdzie jest Jessica Hyde? Jeśli stanie się inaczej, będzie to prawdopodobnie ostatnie pytanie, jakie ktokolwiek wam zada.

Utopia

Utopia

lucek: nie mam cienia wątpliwości, że najlepsze seriale na świecie robią Brytyjczycy. Ktokolwiek twierdzi, że jest inaczej, albo się nie zna, albo jest idiotą trollującym, żeby trollować. Być może produkcje zza oceanu mają większe budżety (kasowy Downton Abbey miał milion funtów na odcinek – dla porównania, House of Cards, o którym pisaliśmy niedawno, miał średnio 7.6 miliona dolarów na odcinek), ale mimo władowanej kasy, nie mają tej odjechanej, wyspiarskiej magii. Dowód? Zerknijmy na listę kultowych postaci z seriali. Doktor Who, Robin z Sherwood (grany przez Michaela Praeda), James Bond, restaurator Rene Artois, Richard Sharpe, pani Hiacynta Bucket, Basil Fawlty czy wreszcie Czarna Żmija – sami Brytyjczycy!

Utopia

Becky, Ian i Wilson Wilson

Amerykanie mogą sobie robić dobrą telewizję. Nakręcą niezły serial, dołożą do tego webizody, dorzucą całą masę dziwnych rzeczy w internecie. Bogate, białe dzieciaki (wliczamy w to czterdziestoletnich nerdów piwniczących u rodziców) ze zbyt dużą ilością wolnego czasu będą przebierać się za postacie z tych produkcji (patrz: Browncoats Of Poland). Zrobi się z tego medialne wydarzenie, televison experience na miarę XXI wieku. Anglicy? Cóż, po prostu nakręcą kolejne znakomite dzieło, które obejrzycie przed telewizorem, jak to od wieków było w zwyczaju. Żadnej hucpy z numerkami na bilbordach, kluczami deszyfrującymi w opakowaniu twoich ulubionych płatków kukurydzianych czy nexusami w głębokim Internecie. Po prostu serial.

Utopia

Spastyczny Lee

Puszon: nie jest łatwo przekonać mnie do nowych rzeczy. Niczym inżynier Mamoń lubię przede wszystkim rzeczy, które już znam (choćby z innego medium), bądź też takie, które polecą mi znajomi. Bardzo rzadko sam opis sprawia, że chcę go obejrzeć – no dobra to tyczy chyba tylko Big Bang Theory i Californication (o którym na Geekozaurze niebawem). Niemal zawsze jednak preferuje seriale, które mają już za sobą cały sezon i to „taki porządny hamerykański” z 20-kilkoma odcinkami lub minimum dwunastoma w przypadku tych, o dłuższych odcinkach. No bo po co mam się wdrażać w świat, przyzwyczajać do bohaterów, orientować w temacie dla mniej niż 12 godzin rozrywki? Bez sensu no nie? W końcu jestem leniwym geekiem i lubię gdy mi dużo podają na tacy…

Utopia

Utopia

Ale oczywiście od każdej reguły czasem trzeba robić wyjątki. Lucek, z którego zdaniem niezwykle się liczę, choć często nie zgadzam, powiedział mi – na naszym pierwszym geekozaurowym spotkaniu, na którym planowaliśmy jak najpierw Polskę, a potem ganze Welt – że koniecznie muszę obejrzeć Utopię – absolutnie rewelacyjny (cytuję) brytyjski serial. Chyba na tym samym spotkaniu, wspominał także, że powinienem unikać zdań, aż tak wielokrotnie złożonych, jak te w niniejszym akapicie, bo nie dość, że czytelnicy się w nich gubią, to i sam mam problemy – zwłaszcza z utrzymaniem tego samego podmiotu zdania. No ale cóż nie można mieć wszystkiego – napuszona maniera stosowania długich i (w mym mniemaniu) mądrych zdań mi pozostała, zaś serial, w którym najważniejszym pytaniem jest „Gdzie jest Jessica Hyde?” obejrzałem. Z zapartym tchem. I z podziwem. I z uznaniem dla twórców. I wszystkie 6 odcinków (czemu tylko 6!!!!) w ciągu kilkunastu godzin.

Utopia

Astmatyczny Arby czyli Rodzynkowy Chłopiec

lucek: bo taka jest właśnie Utopia. Sześć odcinków. Sześć głównych postaci. Jedna historia, która zbiera wszystkich i zamienia ich życie w niezwykle interesujące piekło. Wyobraźcie sobie, że istnieje legenda o komiksie, który nigdy nie został wydrukowany, a jego rękopisy krążą między wtajemniczonymi ludźmi. Gdzieś w zakazanych internetach można znaleźć kawałki tego dzieła, jest też tajne forum, na którym użytkownicy dyskutują o możliwym znaczeniu, interpretacjach i ukrytych prawdach. Brzmi trywialnie i trochę śmierdzi kodem Leonarda? Jasne. Do momentu, w którym pojawia się dwóch kolesi – astmatyczny Arby i spastyczny Lee. Dwa łowcy na tropach Jessiki Hyde organizują rozpytanie w komiksowym sklepie, przez który manuskrypt Eksperymentu Utopia się przewinął. A po tej scenie wy już też wiecie, że jeśli czyjeś ścieżki skrzyżują się z tropami panny Hyde to krzyżują się po raz ostatni. Absolutnie i nieodwołalnie. I wiecie, że Utopia was kupiła.

Puszon: nie mam pojęcia jak, będąc geekiem, nie zakochać się w serialu, którego przewodnim motywem jest poszukiwanie zaginionej drugiej części komiksu pardon noweli graficznej  Eksperyment Utopia, których to poszukiwań dokonuje znająca się jedynie z forum grupa maniaków, a całość podana jest w surrealistyczno-konspiracyjnym klimacie będącym brutalnym (sic!) miksem Tarantino, Rodruigueza i Ritchiego.

Utopia

Oko w oko z przemocą w oko

Od samego początku uderza Utopia przede wszystkim kolorystyką i niesamowitymi ujęciami ukazującymi zwykły często krajobraz w niezwykły sposób. Jeśli mnie znacie, to wiecie, że nie jestem przesadnym estetą, ale serial kompletnie wkręcił mnie swą warstwą wizualną.

Drugą rzeczą, która uderza z wielką mocą to brutalność serialu. Jeżeli filmy reżyserów wspomnianych dwa akapity wyżej są dla was zbyt brutalne, a scena torturowania Theona Greyjoya was osłabiła to nie oglądajcie Utopii. Jest krwawo, brutalnie i do tego cała ta brutalność jest mocno surrealistyczna. Nie tylko z punktu widzenia widza, ale i bohaterów, wobec których pewni dwaj mili panowie ją stosują. Twórcy serialu nie boją się w żadnym miejscu pójść o krok dalej. I kiedy  wydawało mi się, że już dalej nie można to kilka razy mnie zaskoczyli.

Utopia

Tu jest Jessica Hyde!

lucek: na przestrzeni sześciu godzin (bo tyle trwa serial) scenarzyści zdołali zmieścić miażdżącą mózg fabułę, która w sposób idealny trzyma się kupy. Do tego wątki postaci, rozwinięte akurat na tyle, na ile jest to niezbędne. Dlaczego polskiej telewizji udało się to w serialach raptem trzy razy – w Ekipie, w Pitbulu i w Paradoksie? Trochę to smutne, ale nie czas teraz na wylewanie łez nad stanem polskiej kinematografii. Wróćmy do rzeczy przyjemnych. Serial Dennisa Kellyego jest fabularną perełką. Jak wspomnieliśmy, zaczyna się dość sztampowo – jest zły rząd, jeszcze gorsza, złowroga i wszystkomogąca organizacja. Niby wszystko co już znamy, ale podane nieco inaczej. Postacie brzmią jak kalki – młody nieudacznik (za chwilę okaże się jedynym zwycięzcą), sprytny dzieciak (ale dlaczego każdy uważa go za seryjnego mordercę?), nieuwikłana w żadną konspirację dziewoja (komu składa swoje tajne raporty?), nerd-odludek (tu zaskoczenie – on po prostu jest nerdem, odludkiem i komputerowym freakiem). Rodzynkowy Chłopiec i Jessika Hyde to już absolutne majstersztyki w konstrukcji.

Utopia

O, Jessica Hyde!

Puszon: Znowu będzie, że tylko się podniecamy i jaramy (niczym flota Stanissa czy Biblioteka Aleksandryjska) serialami, o których piszemy… no ale trochę tak jest. Nie ma powodu aby nie cieszyć się (i nie wyciągać głownie pozytywów) fajnymi rzeczami, nie ma też przyczyny dla której mielibyśmy tu pisać o rzeczach słabych. O co to, to nie. Znak jakości Geekozaura ma swoją wartość (choć jeszcze nie wiemy jaką).

W każdym razie jeżeli nie boisz się brutalnych scen, klimat konspiracji jest ci bliski, a do tego jesteś  geekiem, który lubi wszechobecne nawiązania to koniecznie zagłąb się (świetne słowo) w świecie Utopii…  a wtedy dowiesz się… gdzie jest Jessica Hyde!

PS: Ciekawie jest też obejrzeć serial, w którym nie zna się żadnego z występujących w nim aktorów (poza genialnym jak zawsze Stephenem Reą).
PS.2. Puszon nie widział Misfitsów i nie pamięta, kto grał młodą Margaret Thatcher w The Iron Lady. Inaczej znałby Nathana Stewart-Jarretta i Alexandrę Roach. Nie sięgnał również po The Football Factory, gdzie gra odtwórca roli Rodzynkowego Chłopca – Neil Maskell.
PS3: widzieć aktora przez chwilę gdzieś to nie to samo co ZNAĆ. (przyp – Puszon)

#0008