Był sobie serial (animowany): Smerfy

bylsobiePonieważ mamy dzisiaj 55 rocznicę powstania Smerfów, to zamiast planowanego pierwotnie wpisu z serii „Był sobie film” pojawia się „serial”.

Tak, oczywiście wiemy, że pierwszy był komiks, ale dla nas Smerfy to przede wszystkim, serial, który jako gówniarze pętaki oglądaliśmy pod koniec wspaniałych i nostalgicznych lat 80-tych. Z Wiesławami – Michnikowskim jako Papą Smerfem i Drzewiczem jako Gargamelem. I z śpiewaną przez Wiktora Zborowskiego bezsensowną piosenką – bo skoro należało iść spać jeśli się boi Gargamela to jakim cudem są „to filmy dla tych co się lubią bać„.

Tak więc serial. Taki ładny, klasycznie przez Hannę z Barberą animowany. A nie te współczesne trójwymiarowe szkaradztwa!

I nikt nam nie udowodni, że czarne jest czarne, eee w każdym razie specjalnie dla was zaczynamy nowy film artykuł.

smerfy-bajka-1

 

Swoją drogą kiedy jedna połowa Geekozaura wpadła na pomysł stworzenia serii „Był sobie film”, to druga połowa zaraz odpisała: „Bardzo mi się podoba jak jest. Ale: co powiesz na rozszerzenie formuły do czegoś, co możnaby nazwać Biblia Człowieka Popkulturowego i pisać tam o ważnych filmach, płytach, komiksach, książkach i grach.” Hmmm. czujemy, że za czas jakiś coś takiego powstanie :)

A tymczasem.

gargamelPuszon: Oglądałem Smerfy chyba od samego początku ich nadawania w TVP. Nic zresztą dziwnego – w tym czasie nie było za wielu fajnych i ładnych dobranocek (krótka dygresja – tego co zadecydował o likwidacji dobranocek powinno się zmusić do oglądania 24h na dobę Mody na sukces). Były sympatyczne, śmieszne i kolorowe. Zazwyczaj bawiły, choć czasem irytowały. Ważniakiem i – z czasem – powtarzalną fabułą. Przy czym oczywiście – jako konserwatysta lubiłem tylko dawne serie – te bez smerfiątek i innych udziwnień. Ale tak czy siak Smerfy pozostaną w mej pamięci jako baaardzo fajny element rzeczywistości. A od smerfojagód lepsze są tylko gumijagody.

Czy po krakowsku gumiborówki ;)

Mój ulubiony smerf: Pracuś – złota rączka, który potrafił wymyślić i zrobić praktycznie wszystko.

Najbardziej hejtowałem: Nie będę oryginalny. Ważniaka. Za całokształt.

Nagroda specjalna: Klakier. Perfekcyjny przydupas głównego (złego) bohatera.

peyo

lucek: szczerze mówiąc, nigdy nie przepadałem za Smerfami. To chyba już od najmłodszych lat przejawiała się moja preferencja, przekładająca kreskę i fabułę amerykańską nad tę frankofońską. Niestety, w telewizji lat osiemdziesiątych nie bardzo stać nas było na wybór i szukanie innych produkcji, więc zgodnie ze starym powiedzeniem, każdy lubił to, co miał. Dodatkowo, skupienie na społeczności Smerfów i rozgrywanie wątków wewnętrznych zwyczajnie mnie nudziło. Dopiero kiedy seria koncentrowała się na rzeczach związanych ze światem ludzi lub magią Gargamela, zaczynało być fajnie. A już najbardziej irytującym było, kiedy zamiast figurki z He-Mana, G.I.Joe czy Gwiezdnych Wojen człowiek otrzymywał plugawego gumiaka w smutnym kolorze blue.

Mój ulubiony smerf: Maruda. Jako jedyny z wioski nie ćpał Prozacu i dzięki temu miał zdrowe podejście do życia, świata i innych Smerfów.

Najbardziej hejtowałem: smerfiątka, czarne smerfy i inne, kiepskie udziwnienia serii. A także odcinki, w którym Smerfom zepsuło się (coś) i trzeba to koniecznie naprawić.

Nagroda specjalna: Gumisie, które były pięć razy fajniejsze od Smerfów.

#0036

Geekozaury
Geekozaur – intertekstualny blog Puszona i lucka o filmach, serialach, komiksach, książkach, fanach, konwentach, muzyce, jedzeniu i innych hobby w krytycznym sosie postmodernistycznej nerdozy.
Obserwuj nas na Facebooku!
Maciej ‚lucek’ Sabat i Michał ‚Puszon’ Stachyra