Jak się robi politykę w Ameryce

Dzisiaj Geekozaur znowu serialowo: o House of Cards – pierwszym wysokobudżetowym serialu internetowym, w samych superlatywach pisze Puszon. Kontruje go nieco lucek, który przypomina, że ta świeża produkcja to jednak remake, przy której producencki zaliczyli kilka potknięć. Ale i tak ją chwali.

Puszon: Wiadomo, że jestem geekiem fantastykowo-komiksowo-serialowo-komputerowo-klasycznym, ale moja geekowatość ma więcej obliczy. Jestem też geekiem politycznym – interesuję się tym tematem, dużo czytam, czasem nawet wypowiadam się. Choć z upływem lat coraz mniej interesuje naszym polskim podwórkiem, a coraz bardziej zagranicą.

House of Cards

House of Cards

No dobra, ale gdzie tu geekowatość? Otóż zdarzało mi się tworzyć fikcyjne partie wraz z założeniami programu, „przeprowadzać” wybory, z różnymi pomysłami.na to jak liczyć głosy. Wiem czym jest Metoda d’Hondta i dlaczego jest niesprawiedliwa, wiem dlaczego główna partia chadecka w Niemczech to tak naprawdę dwie partie, w przeciwieństwie do Stana wiem kto rządzi Chinami i Izraelem, wiem także ile głosów elektorskich ma stan Kalifornia. Polityką (wewnątrz) amerykańską interesuję się zresztą najbardziej, wnikliwie śledziłem 4 ostatnie kampanie prezydenckie, a ich systemowi wyborczemu oraz różnym prawom przyglądam się z chorobliwą fascynacją.

Dlatego też, kiedy dowiedziałem się o serialu House of Cards to wiedziałem, że będę musiał go obejrzeć. A potem o nim napisać. Ubiegł mnie w tym repek, ponieważ jednak póki co w polskojęzycznym internecie nie ma za wiele recenzji ani informacji o tym tytule, uznałem, że  warto będzie kolejnym głosem spróbować zachęcić was do obejrzenia tej niezwykłej produkcji.02_house

Czym jest ten cały House of Cards? To 13-odcinkowy thriller polityczny z charyzmatycznym Kevinem Spacey w roli głównej, wyprodukowany przez m.in. Spaceyego, Davida Finchera (reżyser Fight Club, Siedem, Obcy 3) czy Erica Rotha (scenarzysta Forresta Gumpa czy Monachium). Jest oparty na angielskim serialu BBC z lat 90-tych, a za scenariusz odpowiada wschodząca gwiazda Beau Willimon (świetne Idy marcowe).

To serial internetowy, wyprodukowany na zlecenie Netflixa (największej wypożyczalni filmów na świecie) z wielgaśnym budżetem 100 mln dolarów za dwa sezony (26 odcinków)! Pojawił się w internetowym serwisie Netflixa 1 lutego – i to od razu w całości (13 odcinków pierwszego sezonu) – widać, że w USA szybko odrabiają lekcje pt. „jak fani lubią oglądać seriale”. I nie pojawi się w żadnej amerykańskiej telewizji. Signum temporis?

lucek: tu jest pierwsza żółta kartka dla producentów! Kto ma fejsbóżka, twittera czy inne zw3ierzę socjalno-medialne, doskonale wie, jakie burze hasztagów i tsunami spekulacji przelewają się w internetach, kiedy porządny serial ma porządną końcówkę sezonu, w porządnym terminie (który przypadałby właśnie teraz). A tu nic. Polska sieć zakwiliła tekstem repka, druga jaskółka jeszcze się chyba nie pojawiła. W USA fani generalnie milczą, nie ma shitstormów, nie ma achów i ochów, wielkich trollbitew fanatyków i hejterów, jak to zwykło być, choćby w przypadku kolejnych season finales choćby Supernaturala czy How I Met your Mother. Dlaczego? Bo każdy łyknął całość we własnym tempie, wszedł na fejsa, zobaczył zero postów i zwątpił. Udostępnienie całej serii zmieniło tylko narzekania fanów. Wcześniej mówili „omujborze, następny odcinek dopiero za tydzień! Jak ja się doczekam?!”. Przy HoC marudzą tak: „obejrzałem cały serial na jeden raz! #corobicjakzyc!”. Zysk? Dla mnie brak. Wolę powolne budowanie napięcia, celebrację specjalnej pory oglądania, lubię mieć czas na przemyślenie odcinka i pospekulowanie w środku lucka nad tym, co zdarzy się w kolejnym epizodzie.

House of Cards

Francis Underwood

Puszon: Główny bohater Francis ‚Frank’ Underwood jest whipem Demokratów – czyli takim „rzecznikiem dyscypliny partyjnej” z ogromną władzą i wpływami (zarówno nie- jaki i formalnymi). Jest też sukinsynem jakich mało (czyli po prostu dobrym politykiem?). Właśnie wybrano na prezydenta  kandydata Demokratów, do czego Frank walnie się przyczynił, jednakże nie dostaje on obiecanej i wymarzonej posady Sekretarza Stanu. Rozpoczyna więc zakrojone na szeroką skalę działania, które mają mu przynieść zemstę oraz …. jeszcze lepszą polityczną fuchę niż szef amerykańskiego MSZ.

Kulisy wielkiej polityki przedstawione są szczegółowo i budzą trwogę. Frank nie cofnie się absolutnie przed niczym, aby zrealizować swój cel. Już pierwsza scena pokazuje, że stwierdzenie „po trupach do celu” niekoniecznie musi być metaforą.

Franka w jego działaniach wspiera jego żona Claire – szefowa NGOsa ściśle zależnego od świata wielkiej polityki. Grana przez Robin Wright postać wspiera męża w każdej sytuacji, godząc się na jego romans z dziennikarką, gdy wie, że przyniesie im to obopólne korzyści. Tworzą razem niezwykłą parę, której zdecydowanie należy się bać…

House of Cards

Francis i Claire

lucek: …albo głęboko, głęboko współczuć. Powiedział ktoś kiedyś mądrą rzecz o kupiatych serialach pokroju Na Wspólnej, Plebania, Klan czy Brzydula. Pokazują one ładnie ubranych ludzi, w ładnych wnętrzach, zachowujących się dość elegancko (jak na standardy widzów zapędzonych nudą przed teleodbiorniki). Francis i Claire są ładnie ubrani i niezwykle eleganccy. Ale to tylko marmurowy pomnik. Gdyby zrobić mu zdjęcie promieniami Roentgena, w środku zobaczylibyśmy obrzydliwe kłębowisko jadowitych żmij, obślizgłych skolopendr i włochatych pająków. To patologia, degeneracja człowieczeństwa, ostateczny triumf myślenia qui pro quo. Jeśli ktoś chciałby tę parę (lub dowolną postać z serialu – za wyjątkiem uroczej panny Gallagher) brać za wzór, to chyba lepiej niech się od razu zastrzeli.

Puszon: Fabuła serialu jest naprawdę wciągająca, 13 godzin mija niczym z bicza strzelił. Oczywiście nie każdego te meandry polityki muszą interesować, ale warto przynajmniej spróbować. Jeśli nie dla fabuły nawet to dla świetnych i klimatycznych zdjęć – tak ładne i zagadkowo zaprezentowanego Waszyngtonu, jeszcze na dużym czy małym ekranie nie widziałem. W mrocznym klimacie mocno czuć rękę Finchera, który sam reżyserował zresztą dwa pierwsze odcinki, dwa kolejne zrobił inny znany filmowy reżyser – Joel Schumacher (Klient, Batman i Robin). Fajne to czasy dla fanów nastały, że seriale kręcą za duże pieniądze takie tuzy.

Kolejnym atutem jest niezwykła aktualność serialu – akcja dzieje się teraz – w 2013 roku – z wszystkimi tego reperkusjami. To czasy, w których szybkość przekazania informacji jest najważniejsza, a Twitter i blogi stają się ważniejsze od wysokonakładowych (czy aby na pewno) czasopism drukowanych. Świetnie to widać w wątku serialu związanym z Zoe Barnes – blogerką i dziennikarką (a z czasem kochanką Franka).

Świetnym zabiegiem i łamaniem konwencji jest to, że Frank co pewien czas zwraca się wprost do kamery, do nas widzów, informując o swoich pomysłach, uwagach czy opiniach – „a teraz pokażę wam jak zrobię ich w wała”. Czasem nie mówi nic, tylko sugestywnie patrzy w kamerę. Świetny patent.

House of Lies

Marty Kaan z House of Lies

lucek: UKRADLI.PL! SPISEG! Rok przed House of Cards – serialu o świecie wielkiej polityki, w którym główny bohater łamał czwartą ścianę pojawiła się zupełnie inna produkcja. Nazywa się… House of Lies. Jest o świecie wielkich, korporacyjnych pieniędzy, a główny bohater łamie czwartą ścianę, zwracając się do widza, informując o swoich pomysłach, uwagach czy opiniach – „a teraz pokażę wam jak zrobię ich w wała”. Czasem nie mówi nic, tylko sugestywnie patrzy w kamerę (hehe). A na jednym ze zdjęć promocyjnych rzuca w widza kartą do gry. Kartą. House of Cards.
Przypadek?
Nie sądzę…

Puszon: Serial jest przefajny i wszystkomający. Fabuła powala. Aktorstwo rewelacyjne, Kevin Spacey rządzi. Do tego dodać należy klimatyczną intrygującą muzykę, świetnie zarysowane postacie drugoplanowe i epizodyczne i pewne powtarzające się, intrygujące motywy. Wszystko to wciąga. Tak mrocznie i niebezpiecznie (a może tym bardziej dlatego), ale wciąga. Zachęcam i polecam. I póki co więcej się nie rozpisuje, no chyba, że będziecie chcieli..

lucek: Zgrzyt końcowy. Łyknąłem House of Cards w jedną nockę. Kwiliłem jak niemowlaczek, pytając #corobicjakzyc bo obejrzałem całość i nie ma już nic! Uwielbiam Francisa i jego chłodną kalkulację. Wkurza mnie głupkowata Zoe, a działania Claire są dla mnie dowodem, że całemu złu świata winne są kobiety. Kupuję HoC kompletnie i szarpię jak Reksio szynkę!

Widzieliście House of Cards? Co sądzicie o tej produkcji? Zanurzylibyście się w bagienko amerykańskiej polityki? Kariera w stylu Petera Russo? A może raczej model a la Roy Kapeniak?

#0005